Znowu dzisiaj poczułam się jakaś…no właśnie do końca nie wiem – wyobcowana? sama? samotna? Chyba wszystkiego po trochu… w każdym razie źle mi z tym z kilku powodów, m.in. dlatego, że znowu budzi się we mnie zazdrość i nuta egoizmu, a poza tym świadomość, że z jednej strony wiele zależy ode mnie samej, a z drugiej, że jednak nic nie mogę… Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane, trudne? Trudne tym bardziej, że zostałam teraz sama, nie tak dosłownie, ale sama – czy raczej osamotniona – w pewnej kwestii…
Nie rozumiem – dlaczego ludzie ukrywają swoje szczęście? Wstydzą się? Boją czegoś? Bo nie śmiem stwierdzać, że to nie jest szczęście i dlatego milczą… w sumie to nie moja sprawa, jeśli taką mają wolę, to proszę bardzo. Byleby byli szczęśliwi.
Tradycyjnie zarzucę sobie tekstem:
Kiedy nie ma już nic (blues), muzyka i tekst Robert Gawliński
Za oknem wiatr
Wkrada się i cicho zabija
Leżysz obok mnie i herbata wystygła
Skąd wzięłaś ten wspaniały tren i jasną twarz
Chociaż noc chce ubrać nas w swój czarny płaszcz
Muzyka gra, gorący deszcz spada na moją twarz
Nienawidzę łez, nienawidzę łez i końca
I tylko wiatr skrada się i puka do okna bez słów
Jak my nie powiemy już do siebie nic
Jest światło które pali się zawsze i wszędzie
Siła która budzi nas do życia
Jedyna, jedyna jest
Gdy ból i łzy
Gdy nie ma już nic
Gdy ból i łzy
Przychodzi jesień i wszystko zaczyna usypiać
I wieje wiatr w którym czuć już tylko zimę
Przychodzi noc i zabiera światło dnia bez słów
Jak my nie powiemy już do siebie nic
Jest światło które pali się zawsze i wszędzie
Siła która budzi nas do życia
Jedyna, jedyna jest
Gdy ból i łzy
Gdy nie ma już nic
Gdy ból i łzy
Tej siły mam coraz mniej… brak mi tego, co zbudziłoby mnie do życia w pełnym tego słowa znaczeniu…