..na miłość nigdy nie jest za późno…

…no właśnie… czy tak właśnie jest? Z jednej strony każdy ma prawo do miłości, nieważny wiek – często zdarza się, że spotyka ona ludzi dojrzałych, więc dlaczego za nią gonimy? Dlaczego pragniemy jej będąc nastolatkami? Przecież nigdy nie jest za późno, przecież ona sama nas znajdzie…

W moich dziwnych rozważaniach doszłam do różnych spostrzeżeń osobistych. Mianowicie patrząc na znajomych (rówiesników 19/20 latków), którzy są ze sobą od gimnazjum, liceum (czyli w przedziale od 3 do 5/6 lat) razem, to zazdroszczę… zazdroszczę w takich momentach jak np. studniówka, na którą mieli z kim iść, długie wakacje pomaturalne, które spędzali ze sobą.

Istnieje też druga strona medalu – kiedy związki trwające te 4-5 lat rozpadają się… i co wtedy? Wtedy przekonuje mnie to, że „na miłość nidgy nie jest za późno”. Czasem lepiej ją mieć przed sobą, a kiedy się pojawi, nie mieć za sobą żadnej przeszości, w której pojwiła się ‚miłość’ – ‚miłość’ a nie Miłość, bo skoro się skończyła, to znaczy, że tak naprawdę w ogóle się nie zaczęła… tylko czy, gdy już się pojawi, to łątwo odróżnić tę prawdziwą Miłość od „miłości”? 

chaos…

Zmęczona jestem już, a wszystko przez chaos, którego nie mogę ogarnąć… czasem mam dość wszystkiego dookoła, chciałabym być gdzie indziej, móc cofnąć czas.

Przestanę się chyba przejmować tym, co się dzieje, bo inni się nie przejmują i jakoś na tym wychodzą… tyle, że nie umiem, a czasami chciałabym.

Obserwuję od jakiegoś czasu ludzi (zresztą zawsze lubiłam im się przyglądać, zastanawiać się gdzie idą, co robią, itp.) i zazdroszczę niektórym z nich szczęścia, takiego szczęścia życiowego, ot po prostu – nie tego co mają, tylko tego, że potrafią się zwyczajnie cieszyć. Innych rzeczy też zazdroszczę, nie na zasadzie – „dlaczego oni, nie ja?”, ale „czy ja też tak mogę? czy będę?”

chaos na codzień i chaos w notce… w ogóle wszystko jest jakieś takie… nie takie.

studiów czas zacząć…/ nadzieję mam…

No i się zaczęło… od 1. października jestem studentką… wszyscy mówią, że studia to jeden z najlepszych momentów w życiu, mam nadzieję, że i ja to odkryję… póki co wszystko mogłabym opisać słowami: nie jest źle, ale mogłoby być lepiej… no mogłoby, czas pokaże, jak się potoczy to wszystko…

nadzieja… mówią, że matkuje głupim… ale ja mam nadzieję, a może nie nadzieję, a wiarę? a ona w końcu czyni cuda – oby uczyniła… cokolwiek by to nie było, ja będę je miała obie, bo tak… bo chcę, bo dłużej nie mogę, bo teraz TO się pogłębiło, bo każdy ma prawo… tylko nie każdy z niego korzysta – niektórzy z wyboru, inni – bo los tak chce. Ja chcę skorzystać. Oby los też tego chciał.

Do … – ja czekam… musisz tylko przyjść, i być… po prostu być…

Nie potrzeba mi
Zakrętów dróg i morza łez,
Tylko pozwól nam
Dotykiem drżącym
Dłonie spleść.

Nie potrzeba mi
Niewiary i udręki snu,
Pozwól tylko czuć,
Jak przy mnie chwilą stoisz znów.

Nie potrzeba już
Niepokój mierzyć sercem wprost,
Wszystko jedno mi,
Ja każdy, byle z tobą los…

Budka Suflera

;)

…ale dawno mnie tutaj nie było… a zmieniło się sporo – maturę mam, o! i plany na studia 🙂

poza tym „Zmierzch” czytam po raz drugi, film obejrzałam i szczerze – całkiem mi się podobał, tylko odtwórczyni roli Belli mnie trochę drażni, za to do Edwarda (Robert Pattinson) się przekonałam, ahhh ciacho! 😀

niedawno wróciłam od babci, gdzie spędziłam dwa tygodnie; odwiedziła nas też ciotka z wujkiem z Wa-wy.

Na nowo zżyłam się z dzieciakami mojej ciotki… właściwie dwójka to już nastolatki 😀 co prawda mają po 11 lat, ale już nie dzieci 🙂 sama sobie się dziwię, bo kontakt ja-oni urwał się kiedy mieli około czterech lat, a tymczasem odkryłam, że moja kuzynka to ciekawa osoba, wartościowa i lubię z nią pogadać ( wszystko zasługa tego, że ich matka wyjechała)

Jeśli chodzi o książki, to przeczytałam jakiś czas temu parę tytułów Grahama Mastertona – świetnie pisze 🙂 poza tym trzy tomy o Ani z Zielonego Wzgórza – stanowczo twierdzę, że „Ania z Zielonego…” nie powinna być lekturą w szkole podstawowej, myślę, że to za wcześnie- nie dostrzega się wtedy wielu istotnych rzeczy zawartych w książce 🙂

TV przyciąga mnie do siebie za sprawą „Przyjaciół”, których kiedyś nie lubiłam, teraz przepadam – szczególnie za trójką facetów – David, Matt i Mattiew są świetni!

 Pozdrawiam czytających te wypociny 🙂 jeśli takowi są…:) a jeśli nie to i tak nie szkodzi, piszę, bo mam taką potrzebę od czasu do czasu, a pamiętnik w postaci papierowej kilkakrotnie zaczynałam i nic z tego, więc zrezygnowałam, a wierszy pisać nie potrafię… za to czytać – pewnego Anioła – szczególnie uwielbiam!

Faza na serię „Zmierzchu”

Ostatnio zaczytuję się w kolejne części „Zmierzchu” 😀 Obecnie czytam ostatni tom: „Przed świtem”. Uwielbiam książki tego typu, relaksuję się przy nich, jak przy mało czym. Przygody bohaterów wciągają, historia miłosna przepiękna, czasem wzrusza do łez… akcja trzyma w napięciu 🙂 kocham wampirrrry! Tak zaczytywałam si,e tylko w serię o Harrym Potterze, teraz mam przygody Edwarda i Belli 😉 no, „Władca Pierścieni” również mi się podoba.

Planuję jeszcze obejrzeć film „Zmierzch”.

i po strachu! :D

18 maja miałam ostatni egzamin maturalny! Bałam się ustnych, a tym czasem poszły mi najlepiej 🙂 z angielskiego 19/20 z polskiego 20/20! Cudownie! Teoretycznie wakacje, w praktyce do pracy by się przydało iść:) tak naprawdę teraz do mnie trafiło, że zakończył się pewien etap w moim życiu, etap, za którym jednak będę tęskniła… szczególnie za, niektórymi ludźmi, emocjami, które z nimi się dzieliło, nawet za nauczycielami, szczególnie panią polonistką o anielskim uśmiechu:) zawsze kojąco działał na mnie sam jej widok, gdy przemierzała korytarz z uśmiechem… ehh 🙂 szkoda, że to już koniec 🙂

a matura wcale nie jest taka straszna! 😉

W piątek byłam na recitalu Janusza Radka 🙂 świetny wokal!:) Miło spędziłam czas do niedzieli…

już za tydzień matura… polski, potem angielski, za 2 tygodnie biologia 😉 najbardziej boję się ustnych: z anglika i polskiego… jakoś mi do głowy nie wchodzi prezentacja i boję się, że nie zmieszczę się w 15-stu minutach… heh…

po co..?

po co ten blog? po to, żebym czasami miała gdzie przyjść i móc opowiedzieć, co mnie boli… a boli mnie samotność… teoretycznie mam znajomych, ale w praktyce, to zupełnie inna bajka… czuję, że wcale mnie nie potrzebują, jestem im obojętna… jestem – ok, nie ma mnie – też ok…

zabolało mnie kilka rzeczy… to, że nawet mnie nie zapytają czy miałabym ochotę spędzić z nimi czas… a mam, i to wielką… problem w tym, że jestem nieśmiała, i trudno otworzyć mi się na ludzi, ale jeśli czegoś potrzebują, to im to nie przeszkadza… w innych kwestiach zawsze jestem pomijana, zapominana…;( jedna osoba na kilka (nawet kilkanaście) czasem zainteresuje się moim złym samopoczuciem…

tak sobie myślę… po co ja komu? nie jestem potrzebna, chyba, że mogę przynieść jakieś korzyści – wtedy, owszem… ale to jest tylko chwilowe…;(

na koniec dwa fragmenty, które ostatnio stały się moimi fragmentami:

„Jestem sama, taki los…
niekochana, taki los…”
Agnieszka Chylińska, „Niekochana”

„Są noce kiedy nie chce się żyć
Są…. i nie mogę nic, nie zrobię nic
Są czarne chwile, nie każda mija
Są… gdy jestem niczyja… ”

Agnieszka Chylińska, „Niczyja”